Pokazywanie postów oznaczonych etykietą i takie tam różności.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą i takie tam różności.... Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 sierpnia 2016

powrót do prze/przyszłości

Witajcie :)

Nadrabiając zaległości chciałabym, abyście ze mną cofnęli się w czasie do fantastycznego wydarzenia, jakim jest... INDUSTRIADA!
No tak, już widzę Wasze zdziwione minki. Co na blogu o rękodziele robi temat przemysłowo-fabryczny? Otóż nie jest to przypadek. W tym roku pierwszy raz wybrałam się na ten niezwykły festiwal. Poza licznymi wystawami o wiadomej treści znalazło się coś, co mnie urzekło, a czym chciałabym się z Wami podzielić: warsztaty wszelkiej maści rękodzieła!
Wraz z moimi chłopakami poszliśmy pierwsze na życie przytulanek-robotów a potem trafiliśmy na zajęcia w technice, której nazwy, uduście mnie! nie pamiętam! Ale mam przynajmniej zdjęcia. A więc po kolei.
 Na pierwszy ogień poszły przytulanki: wielooka przytulanko-pacynka Jasia


Pingwin Antosia


i LaLa, tym razem mojej roboty


potem przez przejście niczym pajęczyna przeplecione wszelkiej maści nićmi przedarliśmy się na warsztaty we wspomnianej już technice, której nazwy nie pamiętam :/ Może Wy mi pomożecie?

Jasiu samodzielnie wykonał takie oto autko


a mnie zaintrygował koń. Był moment, że chciałam go przekląć (owijanie nicią przy kopytkach wydawało się awykonalne), ale ostatecznie coś z tego wyszło.


Industriada okazała się wydarzeniem nader ekscytującym i wieloaspektowym. Radocha ze wspólnego tworzenia z dziećmi - bezcenna:) Polecam i pozdrawiam!
Gosia

kredens - nowa/stara odsłona

Witajcie:)

Dzisiejszy post - mam nadzieję - będzie moim małym usprawiedliwieniem.
Wakacje spędzam bardzo pracowicie, rozwijając się zawodowo, duchowo, ale też rozpoczęłam mnóstwo projektów (chyba za dużo...) robótkarskich, no i ... nie wyrabiam :/

Ale pomimo zmęczenia i zabiegania chcę Wam dzisiaj pokazać moją wielką dumę, krwawicę bym rzekła - odnowiony, czyli postarzony kredens.

Od dawna marzył  mi się taki mebel, stary, kuchenny, klimatyczny. Ale. Zawsze jest jakieś "ale". Ale nie ma go gdzie u nas postawić, ale nie ma CO postawić, bo skąd go wziąć, jak z funduszami krucho..

No i sobie tak marzyłam, marzyłam, aż tu nagle, nasi przyjaciele mówią, że chcą się pozbyć kredensu! I to jakiego! Klasyk, lata 50-60 jak mniemam. To nic, że w fatalnym stanie, to nic, że w domu nie ma miejsca. No, jak można było nie wziąć?? 

W domu wprawdzie miejsca brak, ale od czego jest taras? Duży, zadaszony, jakby stworzony na taki kredens. Tak więc zawitał do nas duży gość i usadowił się wygodnie:


Na zdjęciu już widzicie podłożone kartony, bo zaraz zacznie się akcja! 
Ale nim przejdę do szczegółów zobaczcie, w jakim był stanie:



Bidaczysko, odrapane, z niezliczoną ilością emalii i warstwami ceraty na blacie. Białe smugi, to pozostałości po kleju. Daszek z lewej strony kompletnie się rozlazł (w szczelinę można spokojnie włożyć dłoń), gałki odpadające, przerdzewiałe zamki, podgniłe drzwiczki i tysiące innych, pomniejszych usterek.
Noż, normalnie mi ręce opadły (dosłownie i w przenośni) po pierwszym szlifowaniu.
Doszłam do wniosku, że albo się wykończę (ale to przecież jego, znaczy kredens miałam kończyć!), albo zatrudnię fachowca (no nie, moja ambicja i - bądź co bądź - kieszeń, nie pozwala) albo znajdę patent, który uratuje staruszka i wady przekuje na zalety.

Zatem odpadły opcje kredensu białego ze słodkimi ceramicznymi gałkami, miętowego z gałkami w kropki itd.
Dodam jeszcze, że kredens miał się stać poligonem doświadczalnym dla farb kredowych domowej roboty!
Wreszcie stanęło na opcji decoupage'u i postarzenia woskiem wraz z przecierkami.
Zmieniłam gałki, zamki, na daszek Mój Kochany Mąż dokręcił mi... drewnianą półkę, która teraz robi za część mebelka:) i wyszło mniej więcej tak:





Ptasi motyw decupage'u od początku był oczywisty, ponieważ nasz ogród - z czego się wielce cieszymy, ale i poddasze - z czego już mniej, bo niszczą ocieplenie (!) zasiedlają ogromne ilości ptaków.
Jak widzicie na zbliżeniu poniżej, kredens jest dalej odrapany, ale jest to odrapanie kontrolowane:) Te nierówności mają dla mnie urok. Ciemnym woskiem przydymiłam obrzeża, blaty i poprzeczne ranty pomalowałam na nutę prowansalską brązową farbą (do litego drewna nie mogłam się dostać, więc wybrałam taką opcję), oczywiście pościeraną i "pobrudzoną" jak przystało na wiekowy mebel.


Całość, na tarasie, wraz z nieodłącznymi roślinami, które na kredensie wkrótce liczniej zamieszkają prezentuje się tak:


Uff... niełatwa to była sprawa... Ale mnie się podoba:) Farba kredowa sprawdziła się znakomicie! Zmieszanie farby akrylowej z gipsem i wodą dało fajny efekt matowej i łatwo przylegającej emulsji, a wykończenie woskiem zagwarantowało satynowe, przyjemne w dotyku powierzchnie.
Bardzo jestem ciekawa, jak Wam przypadła do gustu ta metamorfoza?
Pozdrawiam cieplutko!
Gosia









sobota, 26 marca 2016

Alleluja!!!

Witajcie:)

Ale ten czas pędzi... ledwie wspominałam Boże Narodzenie a tu już Wielkanoc!!!
Wybaczcie mi tak długą absencję, ilość zajęć (w tym robótek) chyba mnie ciut przerosła...
Chciałam wziąć udział w styczniowym, lutowym wyzwaniu u Danusi i Agatki, owszem, zrobiłam co trza, ale... za późno. I tak mi ten czas ucieka. Stwierdziłam więc, że wyzwania wyzwaniami, a życie życiem (zwłaszcza jak pędzi) i będę pisać jak coś zrobię a nie próbować się wstrzelić w terminy:)

I jak postanowiłam to nagle patrzę - Wielka Sobota!

Więc cóż ja Wam będę ględzić. Są rzeczy ważniejsze od uciekającego czasu, od wyzwań, bloga, tysiąca zadań... A wiecie co? No, już Wam powiem:) Bo właśnie wróciliśmy całą rodzinką (pierwszy raz w komplecie) z rezurekcji:

CHRYSTUS ZMARTWYCHWSTAŁ
ALLELUJA!!!

Radujmy się więc, bo dzięki Niemu wszystko jest możliwe i nabiera sensu:))) 
Ja głęboko w to wierzę i życzę Wam wielkiej radości ze zmartwychwstania:)
Cieszcie się tym czasem z rodziną i najbliższymi,
my do świętowania przygotowaliśmy się o tak:

czyli mech, brzozy i bazie z nieodłącznymi (zeszłorocznymi) wydmuszkami:)




Pierwotnie miały to być wydmuszki z brzozowych gniazdkach, ale jak widzicie, tylko raz mi wyszło coś w obłym kształcie, reszta kanciata, ale nic to, efekt  i tak mi się podoba a Wam?

Zastanawiacie się może, dlaczego obrus nie biały, klasyczny a wściekle pomarańczowy? Po szarej, wyjątkowo w tym roku szarej zimie tęsknię za kolorem, a ponieważ pasuje i do zasłon i do zastawy (z kaszubskim wzorem), dodatkowo daje mnóstwo energii i radości życia, to właśnie pomarańcz króluje na naszym wielkanocnym stole, który już czeka na jutrzejszych gości:





Oczywiście baran własnoręcznie pieczony, baba też, na stole jeszcze skromnie, jutro rano się zapełni:))

Ale żebyście nie myśleli, że u nas tak wściekle pomarańczowo - kącik z tego samego pomieszczenia, którego dominującym kolorem - wbrew pozorom jest niebieski:)


Stąd niebieskie jajuszka:) wesoło zawieszone na gałązkach pigwowca.

Tak więc nic, tylko zasiąść rankiem do stołu... 
Wam i sobie życzę zatem jeszcze 
SMACZNEGO:))

Gosia





poniedziałek, 4 stycznia 2016

Poświątecznie, noworocznie:)

Witajcie w Nowym Roczku:)

No i zaczął się nam Miłościwie Panujący 2016!
Życzę Wam, aby to był czas wielu inspiracji, kapitalnych realizacji Waszych marzeń i żeby nie opuszczał Was uśmiech a każdy dzień upływał w otoczeniu ukochanych osób!
Jeśli jeszcze do tego zechcecie gościć na gosiaczkowychpasjach - będzie mi bardzo miło:) Tak miło, jak witać nową obserwatorkę:))

Ponieważ czas świąteczny przeznaczyłam dla rodzinki:) 
Jak pewnie wiecie, pieczenie i lukrowanie pierniczków z dziećmi to bardzo słodka praca:) Własnoręcznie, a raczej własnopalczasto stworzyli takie oto dzieła.



Postanowiłam odrobić zaległości i pokazać Wam kilka zdjęć z naszego domu oraz najnowsze prace.


W tym roku królowały: złoto, czerwienie i zieleń świerka, czyli bardzo klasycznie. Ponieważ wiecznie żyjemy na debecie czasowym i finansowym:0, więc trzeba się wykazać kreatywnością...

Choinkę ubierali moi chłopcy, nieźle im poszło, prawda?



w sypialni królują szarości i pudrowy róż, stąd nieco inna kolorystyka:


                             

to "cóś" w czym są bombki, to miał być koszyk z papierowej wikliny (moja pierwsza - nieudana - i ostatnia, jak dotąd próba w tej technice). Ale szkoda mi było tego koszmarnego zwijania rureczek, więc spryskałam złotą farbą i proszę! Na coś się przydało:)

Oczywiście przed domem też nie mogło zabraknąć akcentów świątecznych:




 i koniecznie na tarasie, bo ogród soczystością trawy bynajmniej nie przypominał o świętach...


Dobrze, że moja Kochana Siostrzyczka przysłała mi zdjęcie z ich tarasu (szczęściarze spod granicy kanadyjskiej), to mogłam Wam trochę zimy dać na stronie startowej.

Jak więc widzicie, skromnie u nas, ale staram się stworzyć miły, rodzinny, ciepły i świąteczny klimat, którym chciałam się i z Wami podzielić w formie blogowego kolędowania:)

Rok 2015 przyniósł w moim życiu wiele zmian, jedną z nich było założenie tego bloga.
Nie spodziewałam się, że będziecie mnie tak licznie odwiedzać, że spodobają Wam się moje prace...
Wasze komentarze dają mi dużo radości i utwierdzają w przekonaniu, że to, co robię, ma sens,
DZIĘKUJĘ:)))

Mam trochę zaległości zeszłorocznych (czyt. niezamieszczonych zdjęć prac), więc będę się starała je sukcesywnie zamieszczać w ramach podsumowań roku.
Na początek - tak na opak - ostatnia z moich prac - chusta.
Zostało mi trochę włóczki i spróbowałam sobie zrobić pierwszą chustę:


wykonałam ją z mieszaniny wełny z poliamidem, więc jest cieplutka, ale mnie nie zje (bo mnie strasznie wełny gryzą, brr!), wzorem ażurowym na drutach, potem na szydełku. Końcówki mają dodatkowo perełki, motyw powtarzający się w getrach (o nich niedługo), bo to taki komplecik miał być:)



i mimo, iż zabrakło mi włóczki i musiałam wzór nieco zmodyfikować, wydaje mi się, że wyszło całkiem nieźle...
A Wy co sądzicie?

Mam nadzieję, że Wasz rok 2016 rozpoczął się równie sympatycznie jak u nas:)
Pozdrawiam!
Gosia



poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Wyróżnienia:)

Witajcie:))

Nie było mnie jakiś czas (ot, takie tam wyjazdy, wiecie, rozumiecie:)) i trochę się to przeciągnęło, ale...
nadejszła wiekopomna chwila!

Żeby się pochwalić:))

Dostałam w jednym czasie dwa WYRÓŻNIENIA!!!
Cieszy to, bardzo, zwłaszcza, że blog prowadzę od niedawna. Zatem przechodzę do meritum:

Zostałam wyróżniona 


przez Basię ze Świata według Basi http://basiapawlak.blogspot.com (zobaczcie, co potrafi!!) i Olę z ArtAlexandra  artalexandrablog.blogspot.com(polecam, robi cuda!!!)

i czując się wielce zaszczycona odpowiadam na pytania:

1.Dlaczego powstał Twój blog?
Zabierałam się do tego dwa lata, ale ciągle myślałam: kto to będzie czytał? Czy to się komuś spodoba? Wreszcie, w swoje urodziny powiedziałam: raz kozie śmierć i założyłam bloga. Teraz widzę, że była to bardzo dobra decyzja:))

2.Czy uważasz, że spełnił Twoje oczekiwania?
Oczekiwałam, że znajdzie się kilka osób, które na niego zaglądną... Okazało się, że jest ich dużo, dużo więcej! I bardzo mnie to cieszy:)

3.Czy bardziej cenisz "elegancką prostotę", czy wolisz blogi z dużą ilością grafiki i muzyką?
Zdecydowanie jestem za elegancką prostotą z małą domieszką tego "czegoś".

4.Czy negatywne komentarze są dla Ciebie przyczynkiem do zastanowienia się nad publikowaną treścią?
Jeszcze takiego nie otrzymałam...

5.Jak reagujesz na hejty? Irytacją, śmiechem czy lekceważeniem.
Na razie nie mam jak reagować na hejty, bo mi się nie zdarzyły... Myślę sobie, że w świecie blogów o tematyce hand-made jest ogromna ilość szacunku dla czyjejś pracy a hejterzy znajdują ujście swoich frustracji na innych stronach w sieci.

6.Czy przeglądasz statystyki w bloggerze?
Tak, jak typowa początkująca blogerka lubię sprawdzać ile osób i skąd oglądało moje wypocinki.


7.Czy konieczność zamknięcia bloga byłaby dla Ciebie wielkim wyrzeczeniem?
Wyrzeczeniem pewnie nie, ale byłoby czegoś brak... Fajnej przestrzeni i fajnych ludzi.

8.Czy nominacja do LBA ma dla Ciebie jakiekolwiek znaczenie?
Bardzo duże! To moje pierwsze wyróżnienie i jestem zaskoczona, że tak krótko funkcjonując w blogowym świecie zostałam zauważona. Dziękuję:)

9.Czy uważasz, że publikowanie postów nawet wtedy gdy nie ma się nic do powiedzenia jest słuszne?
Myślę, że zawsze, gdy się komunikujemy powinniśmy mieć coś do powiedzenia... niekoniecznie werbalnie. Można mówić pięknymi zdjęciami (inspiracje), własnymi pracami, można pisać o tylu ciekawych rzeczach! Natomiast tworzenie postów na siłę, byleby coś było, to nie moja bajka.

10.Czy założenie bloga wniosło dla Twojego życia jakąkolwiek wartość?

Bardzo dużo. Poznałam wiele wspaniałych osób, które od razu przygarnęły mnie do blogowego świata wyjaśniając zawiłości systemu:)) Zobaczyłam jak cudowne rzeczy można tworzyć, poznałam nowe techniki. Uwierzyłam też, że to, co robię może się podobać i daje mi to motywację do dalszych działań. Lubię też wyzwania i candy. Dają dużo radości i świeżości do codziennej rutyny.

A teraz czas na moje nominacje.
Chciałabym wyróżnić:

To oczywiście zabawa, więc tylko od Was zależy, czy ją podejmiecie. Potraktujcie to wyróżnienie jako wyraz mojego podziwu dla Waszego talentu:)

No nic, kończę na dzisiaj...
Już wkrótce... rozwinięcie dywanu!:)
Pozdrawiam cieplutko,
Gosia.

PS. Oczywiście, pytanka te same:)) Dzięki za przypomnienie:)
G.

czwartek, 16 lipca 2015

Wakacje

Witajcie:)

Pewnie tytuł posta Was zaskoczył, hehe... No cóż, wróciłam z najkrótszych wakacji w życiu,
trwały całe 4 dni. Ale za to jak intensywne! I jakim bólem okupione (!) Kule wciąż w użyciu...
Ale po kolei.

Postanowiliśmy w moim Kochanym Mężem, że pojedziemy z dziećmi (6 i 8 lat) do Gdyni pociągiem z rowerami!
Pomysł wydawał się świetny, bo lokum było (wymieniliśmy się z przyjaciółmi domami - my zyskaliśmy nadmorskie klimaty, oni Beskidy), rowery też, PKP się reklamuje, no jak tu nie skorzystać?
Zresztą całe Trójmiasto jest kapitalnie dostosowane do rowerzystów, mnóstwo ścieżek rowerowych, 
SKM-ką (Szybka Kolej Miejska - dla niewtajemniczonych) można przewozić dwukołowce bezpłatnie a na peronach są windy! No jak tu nie skorzystać?

I tu przyszedł czas na bolesne zderzenie z rzeczywistością...
Po pierwsze, można przewozić rowery pociągiem, ale na cały skład wchodzą tylko 4!
Po drugie, jak przewozisz rowery musisz zrezygnować z kuszetki i sypialnego (a jechaliśmy nocą)!
Po trzecie, musisz sobie sam pilnować roweru, który jest - jak się okazało - dwa wagony dalej od Twoich miejsc!
Po czwarte, miejscem na rowery było przejście do toalety! (zapomnijcie o wieszakach)
Po piąte, nawet jak były wieszaki (powrót), to dali nam miejsca dwa z przodu wagonu i dwa z tyłu! (już myśleliśmy, że posadzimy tam nasze dzieci i każemy konduktorom pilnować, hehe)
Podsumowując:
dzieci+rowery+PKP to BARDZO ZŁY POMYSŁ!

Nie, nie mam zamiaru tu narzekać, potraktujcie to jako przestrogę.

A ponieważ jest to blog o radości tworzenia, to już wracam do tematu:
Odkryliśmy w Gdyni nadzwyczajne miejsce, jakim jest Centrum Eksperyment.

Akurat trafiliśmy na Gdynia Design Days, zobaczcie, co przygotowano dla dzieciaków:



Tak, te szkieletory to nic innego jak prawdziwe roboty, które dzieciaki mogły same skonstruować! 
Przygotowano specjalne "mieszkanie", gdzie pokazywano jak można wykorzystać najnowsze technologie w naszych domach. I tak, zamiast tradycyjnych włączników, farby:


te dwa kurki namalowane na dole działały jak włącznik.
Do tego zamiast tradycyjnej myszy komputerowej - zwykła cytryna!
A najlepsze były grające sprzęty: ławka, garnki i... warzywa!



Wszystko oczywiście ujęte w nowoczesne formy, przyjazne dla dzieci:) Ja oczywiście kompletnie nie ogarniałam tego, jak to wszystko działa, więc zrobiłam dla Was jeszcze jedno zdjęcie:


Wniosek? Każdy z nas może mieć coś podobnego u siebie w domu! Koszt takiej płytki, z tego, co się orientowałam to ok. 200 zł, więc nie jest źle... Żeby tylko to rozumem ogarnąć...

A rozum, to nam już parował jak trafiliśmy na stałą ekspozycję Centrum. Kto zna warszawskiego Kopernika wie, co czym mówię. Kapitalne miejsce dla dzieci (tych małych i tych kilkudziesięcioletnich), by poznać tajniki nauk przyrodniczych, spójrzcie:



zjeżdżalnia serce - poczuj się jak krwinka:)


przejście przez trzęsawisko do środka góry lodowej


widok ogólny


i szczegółowy:) Dzieci tropiły zwierzęta zbierając pieczątki z ich śladami.

W przeciwieństwie do PKP - to miejsce BARDZO, ale to BARDZO polecam!

Nie będę już Was zanudzać, jak fajnie się jechało wzdłuż klifu, jak nas nieustannie zachwyca oceanarium, 
że załapaliśmy się na czas przycumowania Daru Młodzieży (Dar Pomorza to przy nim ubogi kuzyn),
że Memling z jego Sądem Ostatecznym urzeka i zdumiewa jak zawsze, ale muszę jeszcze Wam pokazać miejsce, które zupełnie przypadkiem okryliśmy w Gdańsku:



Franciszkański kościół św. Trójcy,
niesamowicie klimatyczne miejsce!

No i co? Tylko 4 dni a ile pisania? Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca:)) Tym, którym się to udało, serdecznie gratuluję:) wszystkich bez wyjątku - pozdrawiam:)
Gosia

PS. Jak to miło, że jesteście, czytacie, komentujecie:) To daje kopa!


wtorek, 23 czerwca 2015

Smacznego! ... i pierzasty bonus:)

Witajcie:)

Dziękuję za miłe komentarze, cieszę się, że podobają Wam się moje szydełkowe "dziełka", jeszcze mam kilka na podorędziu, ale pierwsze muszą trafić do właścicieli (bo to niespodzianki są:)

Dzisiaj - króciutko (ale dużo zdjęć).
Nie mogłam się oprzeć i musiałam się podzielić z Wami moją ogrodniczą radością!
A dokładnie plonami z warzywnika:)


Jak już pisałam, nasz ogród nie jest prowadzony "od linijki", pełno w nim przypadkowych roślin (czyt. chwastów), które usuwam raz za czas (bo częściej się nie da:), nie stosuję w nim żadnej chemii, tylko naturalne opryski, gnojówki (śmierdzi, ale jak działa!) i kompost.

Jakaż była moja radość, gdy wczoraj zobaczyłam takie warzywa!


Kapusta, sałata, biała i czerwona rzodkiewka, z dodatkiem rumianku:)
Wszystko już się szykuje do spożycia:)

A żeby nie być gołosłowną, zobaczcie jak to wszystko rośnie! (mimo nieskoszonej trawy, ciągle pada:(




cukinia i groszek



porzeczka i poziomki, rzecz jasna:)


jedna z grządek podwyższonych: z selerem i fasolką szparagową



i borówka amerykańska, w tym roku tak obsypana owocami, że muszę ją podpierać:)

Wybaczcie jakość zdjęć, ale pogoda nie rozpieszcza...
Na koniec - mała pierzasta aranżacja:


Od jakiegoś czasu obserwuję sobie różne blogowe inspiracje. Ania zaraziła mnie ostatnio (nie, nie ptasią grypą:) piórami...
Bardzo lubię wszelkiej maści ptactwo, mamy go cały ogrom na ogrodzie i (niestety dla ocieplenia) na poddaszu, więc znalezienie piórek nie było czymś specjalnie trudnym.
Dorzuciłam kilka brzozowych patyczków i wszyło takie cóś:)

Chodziłam z tym cósiem po całym domu, szukając odpowiedniego miejsca.
Pierwotnie miał być parapet w kuchni:


Ale ostatecznie piórka stanęły na tle zasłony (a jakże!)  w ptaki:)


Kącik jest trochę ciemny, ale wygląda to mniej więcej tak:



No i co? Miało być krótko... Wybaczcie, nie wyszło...

Życzę Wam miłego dzionka:))
Gosia