Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 sierpnia 2016

kredens - nowa/stara odsłona

Witajcie:)

Dzisiejszy post - mam nadzieję - będzie moim małym usprawiedliwieniem.
Wakacje spędzam bardzo pracowicie, rozwijając się zawodowo, duchowo, ale też rozpoczęłam mnóstwo projektów (chyba za dużo...) robótkarskich, no i ... nie wyrabiam :/

Ale pomimo zmęczenia i zabiegania chcę Wam dzisiaj pokazać moją wielką dumę, krwawicę bym rzekła - odnowiony, czyli postarzony kredens.

Od dawna marzył  mi się taki mebel, stary, kuchenny, klimatyczny. Ale. Zawsze jest jakieś "ale". Ale nie ma go gdzie u nas postawić, ale nie ma CO postawić, bo skąd go wziąć, jak z funduszami krucho..

No i sobie tak marzyłam, marzyłam, aż tu nagle, nasi przyjaciele mówią, że chcą się pozbyć kredensu! I to jakiego! Klasyk, lata 50-60 jak mniemam. To nic, że w fatalnym stanie, to nic, że w domu nie ma miejsca. No, jak można było nie wziąć?? 

W domu wprawdzie miejsca brak, ale od czego jest taras? Duży, zadaszony, jakby stworzony na taki kredens. Tak więc zawitał do nas duży gość i usadowił się wygodnie:


Na zdjęciu już widzicie podłożone kartony, bo zaraz zacznie się akcja! 
Ale nim przejdę do szczegółów zobaczcie, w jakim był stanie:



Bidaczysko, odrapane, z niezliczoną ilością emalii i warstwami ceraty na blacie. Białe smugi, to pozostałości po kleju. Daszek z lewej strony kompletnie się rozlazł (w szczelinę można spokojnie włożyć dłoń), gałki odpadające, przerdzewiałe zamki, podgniłe drzwiczki i tysiące innych, pomniejszych usterek.
Noż, normalnie mi ręce opadły (dosłownie i w przenośni) po pierwszym szlifowaniu.
Doszłam do wniosku, że albo się wykończę (ale to przecież jego, znaczy kredens miałam kończyć!), albo zatrudnię fachowca (no nie, moja ambicja i - bądź co bądź - kieszeń, nie pozwala) albo znajdę patent, który uratuje staruszka i wady przekuje na zalety.

Zatem odpadły opcje kredensu białego ze słodkimi ceramicznymi gałkami, miętowego z gałkami w kropki itd.
Dodam jeszcze, że kredens miał się stać poligonem doświadczalnym dla farb kredowych domowej roboty!
Wreszcie stanęło na opcji decoupage'u i postarzenia woskiem wraz z przecierkami.
Zmieniłam gałki, zamki, na daszek Mój Kochany Mąż dokręcił mi... drewnianą półkę, która teraz robi za część mebelka:) i wyszło mniej więcej tak:





Ptasi motyw decupage'u od początku był oczywisty, ponieważ nasz ogród - z czego się wielce cieszymy, ale i poddasze - z czego już mniej, bo niszczą ocieplenie (!) zasiedlają ogromne ilości ptaków.
Jak widzicie na zbliżeniu poniżej, kredens jest dalej odrapany, ale jest to odrapanie kontrolowane:) Te nierówności mają dla mnie urok. Ciemnym woskiem przydymiłam obrzeża, blaty i poprzeczne ranty pomalowałam na nutę prowansalską brązową farbą (do litego drewna nie mogłam się dostać, więc wybrałam taką opcję), oczywiście pościeraną i "pobrudzoną" jak przystało na wiekowy mebel.


Całość, na tarasie, wraz z nieodłącznymi roślinami, które na kredensie wkrótce liczniej zamieszkają prezentuje się tak:


Uff... niełatwa to była sprawa... Ale mnie się podoba:) Farba kredowa sprawdziła się znakomicie! Zmieszanie farby akrylowej z gipsem i wodą dało fajny efekt matowej i łatwo przylegającej emulsji, a wykończenie woskiem zagwarantowało satynowe, przyjemne w dotyku powierzchnie.
Bardzo jestem ciekawa, jak Wam przypadła do gustu ta metamorfoza?
Pozdrawiam cieplutko!
Gosia









czwartek, 7 lipca 2016

słoiczki

Witajcie!

Niedawno sąsiadka (cudowna osoba, mamy szczęście do sąsiadów:) przyniosła mi trzy słoiki po ogórkach,takie klasyczne, zamykane na klamrę, z prośbą, żebym coś z nimi zrobiła. Docelowo miały to być pojemniki na słodycze albo wazony.
Przejrzałam swoje serwetkowe zbiory, dodałam trochę spękać, ciutkę schlapań, na koniec koronki (choruję na nie od jakiegoś czasu) i wyszło tak:


Ale po kolei...

Każdy słoik jest w innym stylu. Pierwszy, ogrodowy, z hortensjami.




Zdjęcia robiłam na szybko, tuż przed wyjazdem na wakacje, więc wybaczcie, jak coś tam jest niezbyt prosto;)

Drugi, najsłodszy słoik, cukierkowy w temacie i kolorach:


oooo... właśnie zauważyłam, że w tle ujęłam naszego "cudownego" blaszaka. Fajny kontrast, prawda;)



Akurat z niego nie jestem zbytnio zadowolona, fatalnie się go oklejało.
Najbardziej przypadł mi do gustu trzeci słoik - ziołowy:




A Wy jak sądzicie? Na szczęście sąsiadce spodobały się wszystkie trzy i teraz dumnie zajmują miejsce na półeczkach:)

Pozdrawiam serdecznie:)
Gosia

chlebak

Witajcie:)

Jakiś czas temu mój Kochany Mąż kupił taki oto chlebak:


czyli chromowany koszmarek z Biedronki :/
Ale powiedział przy tym piękne zdanie: "Masz, Żono, zrób z tym, co chcesz".
Nie trzeba było powtarzać:) Jak już widzicie na zdjęciu, zaczęło się oklejanie, malowanie i w efekcie mamy nowy chlebak:



Taki już można postawić w kuchni, prawda?:))

A tak się cudownie złożyło, że kolorystycznie i tematycznie udało mi się wpisać tym chlebaczkiem w dwie ulubione zabawy, zatem z radością zgłaszam go do Agatki:


Bardzo lubię te kwiaty, z roku na rok coraz bardziej... Dziękuję Ci Agatko za tak uroczy temat na ten miesiąc, dla Ciebie róża z mojego ogródka:


No i zgłaszam się do Danusi:


Wybrałaś na ten miesiąc cudowne kolory! Bardzo lubię pastele, we wnętrzach, ale też w ubraniu, zwłaszcza latem... Wyglądają jakby były prześwietlone przez słońce. I są takie apetyczne na zdjęciu z Twojego banerka:)

Mam nadzieję, że tym samym nie złamałam żadnego punktu regulaminu:) 
W razie czego pokornie przyjmę wszelkie uwagi.
Pozdrawiam Was cieplutko!
Gosia


poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Wiosennie

Witajcie:)

Bardzo dziękuję Wam za życzenia i cierpliwość... bo rzeczywiście ostatnio rzadko tu bywam.
Dziękuję też za wyrozumiałość:))

Tak jak ostatnio wspomniałam, nadszedł czas na prezentowanie zaległości.
Za oknami już prawdziwa wiosna, kwiaty również zakwitły na moich najnowszych pracach:)
Na początek zatem kilka zdjęć z ogródka:



Postanowiłam smutne, pozimowe tuje rozweselić bratkami. Prawda, że od razu lepiej?

Ale, ale, do rzeczy.
W tym poście chciałabym Wam przedstawić - szklaneczkę.


Niepozorna, uszczerbiona, nie nadawała się właściwie do niczego. Jedno z wyzwań kolorystycznych Danusi dotyczyło koloru żółtego, no i wtedy ujawniło się przeznaczenie wspomnianej szklaneczki - świecznik!

Po małym decoupage'u szklaneczka prezentuje się o tak:




Prawda, że od razu lepiej? I ile słońca wniosła! Dziękuję Ci, Danusiu, za inspirację, szkoda, że nie zdążyłam na wyzwanie, ale nie szkodzi - świecznik cieszy i to jest najważniejsze:))

Na koniec z uściskami kwitnące jak oszalałe od 2 miesięcy wrzośce:


Cudownej wiosny!
Gosia:)

sobota, 9 stycznia 2016

prezenty, dywan i... ekspresowa obudowa kominka

Witajcie:)

Cieszę się, że spodobały Wam się nasze świąteczne dekoracje.

Święta to oczywiście czas prezentów. Nie tylko tych kupowanych, ale także tych najcenniejszych, bo własnoręcznie robionych. W tym roku nawet nasze dzieci zaangażowały się w "pomoc Aniołkowi" i przygotowały własne prezenty:)

Chciałam Wam dzisiaj pokazać prezent, który jest wyjątkowy. Po pierwsze dlatego, że pierwszy raz robiłam tak dużą pracę, kompletnie bez wzoru, na czuja a po drugie - i najważniejsze - dla wyjątkowych osób, naszych przyjaciół, na nową, wspólną drogę życia. Jakiś czas temu pokazywałam Wam już zapowiedź tego "dzieła" i dawno już zostało wręczone Młodej Parze, ale skoro mamy czas podsumowań, pomyślałam sobie, że to dobry moment, by Wam go pokazać.
Oto on, mój pierwszy dywan:




Dywan ma rozmiary ok. 120 cm na 190 cm, wykonałam go z bawełny (sznurka połączonego z włóczką)



W sumie okazało się, że może także pełnić funkcję pledu



 Pastelowe barwy i bawełna zostały wybrane z uwagi na przyszłych właścicieli. Ciekawa jestem jak Wam się podoba?

Kolejne prezenty, to już decoupage - dla przyjaciółki przygotowałam świecznik i kolczyki.





Motyw kolczyków był oczywisty - przyszła właścicielka jest miłośniczką ogrodów, zwłaszcza hortensji. Chciałam więc, by w środku zimy mogła zakwitnąć:)

A na koniec - hit tegorocznych świąt w naszym domu. Od pięciu lat, jak mieszkamy na wsi, nie mamy obudowy kominka. Z wielu powodów: a to z kominem były problemy, a to kominek się psuł, a to nie było koncepcji, o funduszach już nie wspominając. Ale w tym roku postanowiliśmy w święta nie oglądać rur i innych zbiorników i... stworzyliśmy z Kochanym Mężulkiem najszybszą i najtańszą obudowę świata!
Wystarczyła juta, stare złote łańcuchy choinkowe i taker. Zdjęcie niestety nie oddaje kolorów, ale daje nieco wyobrażenia o naszym pomyśle.


Opcja obudowy tak się spodobała rodzinie i znajomym (zwłaszcza juta), że prawdopodobnie we właściwej obudowie użyjemy tego materiału. Póki co, rur nie widać, jest świątecznie, więc wszystko ok:)

Pozdrawiam Was bardzo cieplutko! Jestem ciekawa Waszych opinii na temat naszych "tworków":)
Gosia

sobota, 28 listopada 2015

Czekoladowy listopad

Witajcie:)

Lubię jesień. Zwłaszcza taką, jak tegoroczna - słoneczną i niesamowicie kolorową! Lubię ją nawet wtedy, gdy wszystkie liście już opadną i okryją się pierzynką szronu. Wtedy najlepiej sięgnąć po...
czekoladę!

Sięgam więc po nią i sięgam, przyznam, że czasem bez umiaru (i nie bez wpływu na rozmiary), ale i z rozkoszą. Jakże więc nie miałabym się podjąć Danutkowego wyzwania?


Ale sprawa okazała się nie tak prosta jak sądziłam. O ile jestem prawdziwą miłośniczką czekolady ( z tendencjami do uzależnienia się od tego daru bogów, jak ją nazywali Aztekowie), to jednak w tej kolorystyce niczego nie mogłam znaleźć... Z odsieczą przyszły mi serwetki, a więc zobaczcie czekoladowy anyżowo-pomarańczowy komplet podkładek:




Bardzo spodobał mi się ten motyw serwetkowy, jest taki aromatyczny i jesienny:) Podkładki na brzegach przetarłam czekoladowym odcieniem farby. Postanowiłam całość przewiązać sznurkiem, żeby nie przesłodzić (dosłownie i w przenośni). I jak Wam się podoba?

A jeśli twierdzicie, że jest to za mało czekoladowe, to zapraszam na bombony - jakby rzekli Ślązacy:


Smacznego:))
Pozdrawiam Was cieplutko!
Gosia.


piątek, 7 sierpnia 2015

Brzoskwiniowe kolczyki i nieco kratki...

Witajcie:)

To niesamowite, ale od kiedy przyznałam się Wam do ogromu moich nieudanych prac od razu kolejne zaczęły wychodzić!:)))
I bardzo dziękuję za słowa wsparcia w komentarzach:)

Dzisiaj króciutko, bo i "dziełka" małego formatu.

Na zabawę do Danusi zrobiłam takie oto brzoskwiniowe kolczyki:


Wiem, wiem, po tytule posta pewnie spodziewaliście się brzoskwinek a tu tylko kolor... Wprawdzie miałam już wizję zrobienia kolczyków ze skórki brzoskwini, ale wystraszyłam się inwazji muszek owocówek:)))

Tak więc kolczyki wrzucam tutaj:

Kolorek na czerwiec

a jeszcze się Wam pochwalę moimi wymarzonymi kraciastymi kolczykami, które zrobiłam w tym samym czasie:


a tu razem:


 Oj, myślałam, że będą się dobrze prezentować na leżaku (w końcu to wakacje, prawda?), ale widzę, że ta zieleń to nie był najlepszy pomysł...
Bardzo jestem ciekawa, jak Wam się spodoba taka biżuteria.

Obie pary kolczyków wrzucam do Diany:

Biorę udział:)

Pozdrawiam, nie dajcie się upałom!
Gosia:)